Dla jaj.

– Proszę pani, co to jest za piwo, ten Atak Chmielu?

Powiedziałam, co wiedziałam, pan kiwa głową, pokazuje jeszcze na dwa, trzy inne piwa, pyta, czy mamy jakieś stouty, zaczynam opowiadać, rozmowa przebiega sprawnie i bardzo normalnie, i nagle… pan mi przerywa:

– Ja bardzo panią przepraszam, ja znam te piwa, ja wiem po co przyszedłem, ja tak dla jaj panią zapytałem, myślałem, że mi pani powie że pani tu tylko kasuje, czy coś, a pani tak na serio, naprawdę, przepraszam, zaraz sobie coś wybiorę.

Pan wybrał kilka piw, kilka razy mnie jeszcze przeprosił i wyszedł. A podobno to kobiece umysły są nie do ogarnięcia.

Reklamy

5 Komentarzy on “Dla jaj.”

  1. tudor pisze:

    Mystery klient lub jak kto woli mystery shopper 😉

  2. krfk pisze:

    No co się dziwisz? Przecież jak w knajpie poprosisz o więcej informacji na temat piwa to w najlepszym razie usłyszysz że to jasne/ciemne piwo, raczej słodkawe/gorzkawe i tyle. A tutaj taka miła niespodzianka! Zabawna sytuacja.

    • alesienapilam pisze:

      Są różne knajpy, zależy jak trafisz, kogo spotkasz za barem, nie ma reguły. Wydaje mi się, że coraz częściej można spotkać w pubie kogoś sensownego, czy jak kto woli, kompetentnego.

      Inna sprawa, że czasami, kiedy opowiadam klientowi o piwie, skąd jest, jak jest zrobione, dlaczego jest takie zajebiste, bywa że jestem zmuszona spłycić informacje do poziomu jasne/ciemne, słodkawe/gorzkawe. Tyle że ja nie widzę w tym nic złego, jeszcze niedawno sama operowałam czterema epitetami, którymi waliłam czasem trochę na ślepo, zresztą na wiele niuansów smakowych w piwie dopiero szukam określeń. Od czegoś trzeba zacząć.

      Prawdziwą sztuką jest rozpoznać zaraz na wstępie, z kim ma się do czynienia, kto właśnie rozpoczyna przygodę z piwami, komu wydaje się, że dawno już ją skończył, a kto stał się marudnym koneserem, do którego lepiej wcale się nie odzywać. Jak w każdej branży, czasem można spudłować, czasem przestrzelić. Ryzyko zawodowe.

      Ale zadawać sprzedawcy pytania tylko dla zabawy? No bez jaj 😉

      • krfk pisze:

        A i owszem, wszędzie trafiają się mile zaskakujące wyjątki. Pamiętam gdy parę lat temu specjalnie pojechałem do obskurnej knajpki, gdzie lano porter z Widawy. Pani za barem wiedziała, że „szef gdzieś kupił” i tyle. Z innej strony – właściciel malutkiej knajpki w Brukseli opowiadał przez paręnaście minut jakie piwo warto spróbować do zamówionego dania. Jeszcze czekam na tak pozytywne doświadczenie w Polsce 😉

        No i tak jak piszesz, cała sztuka polega na dopasowaniu poziomu konwersacji do poziomu interlokutora. Nie ma sensu zagłębiać się jakieś IBU, mokre kartony czy retronosowe sensacje, gdy człowiek przyszedł do sklepu i pierwszy raz kupuje coś innego niż ‚jasne pełne’.

        A zadawać pytania? Jak najbardziej, szczególnie jeśli lubi się mieć pewność, że współpracuje się z kompetentnym człowiekiem. I wtedy to już nie jest dla jaj 😉

  3. Kryszpin pisze:

    Ciekawe podejście do zakupów.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s